♣ 2010-03-15 22:17:53:
8385

wróciłam, by dostac zaskakująco dużą pensje, kupic nielegalny (poniewaz w szkocji mamy takie fajne prawo...) alkohol i pojechac do domu taksówką, a potem zrewidowac gotówkę znalesc sie z tak zaskakujaco małą iloscią pieniedzy. na tyle małą, ze moje plany wakacyjne znów podlegną drastycznej zmianie i mam takie złe przeczucie ze koniec konców wyląduje na dwa miesiące w Zamosciu, gdzie mieszkac i jeść dadza mi za darmo, i pozostanie mi tylko cieszyc sie sloncem... oh welles... a tym czasem szalej dusza piekła nie ma, wcale nie bede nie chodzic do kina i teatru (szczegolnie ze sezon w przód bilety zabookowane...), bilet do górnej szkocji tez juz kupiony, tak samo na Gogol Bordello (Gogol Bordello w Glasgow w Maju, wiem ze przynajmniej jedna osoba tutaj to doceni!).

ale z Francji najprawdopodobniej bedzie kupa :/
bo wyobrazcie sobie, emigracja we Francji najwidoczniej zdecydowanie za słaba i nic tam do polski taniego nie leci. a jednak wole wyszalec sie na kilku malych regionalnych imprezach niz wydac tą samą kase na skondensowany najwazniejszy festiwal animacji na swiecie, nie? yasne.

moze w ogole powinnam dac sobie na wstyrzmanie z tymi festiwalami, pozolic zyciu toczyc sie powoli, studencko. albo chociaz troche wolniej.

OFAFA byla interesujaca. nauczyłam sie wielu rzeczy o polskiej animacji (co było dosc proste dla kogos kto w temacie nie wiedział nic, Zanthia wiedziała wiecej niz ja...), zrobiłam wiele obserwacji. przekonalam sie ze nawet z takim nazwiskiem, o wiele blizej mi do srodowiska europy Zachodniej - mimo polskiego obywatelstwa, bardzo wyraznie nie pasowałam, ze wszytskim własciwie. to ani zle ani dobrze - to cenne doswiadczenie, poznawanie roznych postaw i idei. ogolnie wiec to było o wiele bardziej edukacyjne niz sie moglam spodziewac, poza tym jedzenie pierogów codziennie, i piwo - to mnie niezle rozpuscilo, mimo pieskiej pogody (kiedy w szkocji było słonecznie i duzo na plusie....).

wycieczce patronowali kolejno: Skiba, moj brat, Siri, Remek, Marlena, Meg.

a teraz ponoc mam duzo klatek do pokolorowania. yeah!
Hazel. skomentuj (0)




♣ 2010-02-26 21:21:43:
8307 szereg nowosci:

  • za troszke ponad tydzien bede w  Gdansku/Warszawie/Krakowie, z tym ze tylko w Krakowie na dłuzej niz dobę. oba moje filmy są pokazywane na OFAFA w Krakowie. a ja mam zamiar sie dobrze bawic.
  • zostałam nominowana do zajebiscie zajebistej nagrody (o wiele zajebistrzej niz ta ostatnia), sama impreza to bedzie ubaw, bez wzzgledu na to czy wygram. oficjalnie nie powinnam nikomu o tym mowic do Wtorku bo wtedy nominacje beda ogłaszane, ale przeciez nie uzywam nazw wlasnych, i kogo to po polsku obchodzi z reszta.
  • dawno nie miałam tak mało pieniedzy...
  • jestesmy w trakcie nagrywania głosów do animacji, profesjonalizm mojego dzwiekowca powala mnie na nogi. chociaz moze to nie to, tylko fakt ze jestem w prawdziwym studio i czuje sie jak w klatce za tymi szybami. w kazdym razie wszytsko to mnie inspiruje.
  • to nie ma za duzo sensu: kiedy rysuje i patrze na te moje "klatki", to wyglada okropnie. nie wyobrazam sobie zeby ktokolwiek mógł to kolorowac, zeby ktos tam sie doczytał co jak miałam na mysli. wszytsko to wglada paskudnie i przypadkowo - to mniej niz szkice, i najbardziej zadziwia mnie fakt ze przy testach, złożone do kupy, daje naprawde dobry efekt. to nie jest fajnie, bo to wszytsko teoretycznie czysta fizyka, a ja jade przez to "na czuja" - to nie geniusz, to fart. nigdy nie dostane nigdzie pracy jako animator z taką techniką.

Hazel. skomentuj (2)




♣ 2010-02-18 23:57:28:
8299

zjadłam całą puszkę tych rurek czekoladowych, takich co je dają do kawy albo lodów w cukierni. całą puszkę w niespełna kilka godzin... straszne.

poza tym zrobiłam jeszcze mase innych pozytecznych rzeczy, tak ze zbliza sie wlasnie jedenasta, napisze sobie notke, bedzie północ, to juz bedzie za pozno zeby zaczynac prace.

wsrod pozytecznych rzeczy bylo miedzy innymi poszukiwanie i bookowanie biletow lotniczych i hosteli w Polsce. ha, za niecale trzy tygodnie lece do Polski, na aż sześć dni. Gdańsk-Warszawa-Krakow. Polska w pigułce extreme. przy okazji zdalam sobie sprawe ile mam waznych rzeczy do kupienia i jak niewiele gotówki... nie wspominajac juz o wirtualnych pieniadzach ktore dzisiaj wydałam na bilety (braku wirtualnych pieniedzy nie czuje dopóki nie przychodzi czas robienia przelewu za czynsz).

troche za profesjonalnie sie zachowuje, za duzo bieznesu, za mało siedzenia nocami i rysowania klatki po klatce. naprawde nie rozumiem wlasnej postawy.
Hazel. skomentuj (0)




♣ 2010-02-13 15:11:51:
8294

dlaczego Ernest mysli ze jestem szefem naszej wspaniałej dwuosobowej (po tym jak wyjebalismy George'a... matko, "george'a" brzmi okropnie) grupy?
dlaczego ja tyle przeklinam?
dlaczego kolorowanie idzi mi tak wybitnie powoli, ze po dwoch rysunkach juz mi sie tak nie chce ze wszystko idzie w cholere?

ciagle nie wiem za bardzo co chce robic, ani gdzie isc, ale jedną rzecz znalazłam na pewno: chce jeszcze raz ogladac moje filmy w kinie (tylko bez zazenowania z powodu kiepskiej jakosci).

paracetamolowe sny i aspirynowe poranki - moj manager był na tyle wspanialy ze mam z okazji chroby wolne az do wtorku. co oznacza ze za tydzien dostane cale 30 funtów pensji (a ostatnio wydaje 50 tygodniowo na "drobne wydatki". moze powinnam chodzic do kina mniej niz 4 razy w tygodniu. i zaczac jesc to co psuje sie w domu zamiast chuj wie co na miescie. przynajmniej z okazji nafaszerowania paracetamolem i tym podobnymi juz dwa dni nie ruszam wina. wszystko ma swoje wspaniałe strony.

mama na wiesc o moim przeziebieniu napisała mi smsa zeby zrobila sobie ciepłego rosołku.
moj coffee table ktory jest z mysla o moim balaganiarstwie koloru białego, juz koloru białego nie jest, a jestem pewna ze scierałam go tydzien temu. naprawde, ile mozna narozlewac rzeczy w przeciagu tygodnia kiedy nawet sie w domu nie jest tak czesto?


Hazel. skomentuj (0)




♣ 2010-02-11 01:07:25:
8292

siadam w fotelu w moim pokoju, patrze na wszyskie rzeczy pod moimi nogami. cabernet sauvignon, wydaje mi sie ze wieki temu go otworzylam, a jest jeszcze wielkosc butelki. otworzyłam go w poniedziałek. znow jest noc, jest wino, fasolki nie wszytskich smaków i ser na posno. najprawdopodobniej najzdrowsza kombinacja pod słoncem. naprawde, bede musiała sporządzic rachunek ile pieniedzy wydaje ostatnio na wino. moze da mi to do myslenia.

wsparcie Alana jest nieocenione, w rozmowach z innymi ludzmi mowie o nim "mój producent", chociaz technicznie jest nim Donald.

dni są teraz dla mnie długie, poranek wydaje sie taki odległy, czas płynie bardzo powoli, dzieje sie tyle rzeczy. nie bardzo wiem jaki jest dzien tygodnia, i bylam pewna ze jest marzec, tylko Will przypomniał mi ze są walentynki i cos mi sie zaczeło nie zgadzac.

zobaczymy jak to bedzie.
Hazel. skomentuj (0)




♣ 2010-02-06 13:57:16:
8287

> So what's so specal about you, mr joker?
> Well hello there what can I say iam the joker now when are you next working ?
> Sunday, it's gonna be hiving tho - the rugby.
> Sunday hmm what you doing tomoro night ?


zadał pan wlasnie złe pytanie panie joker, nie powiem panu co bede robic bo nie chce mi sie wprowadzac pana w temat mojego zycia profesjonalnego, nie skłamie panu tez ze wychodze z kims innym, bo nie wychodze. no to idz sie jebac, czekales 4 miesiace zeby zdobyc mój numer, to jeszcze sobie poczekasz.
jutro, a własciwie dzisiaj - ANIMUJE. mam 120 klatek do zrobienia. nie ruszam sie z domu za zadnej skarby. teoretycznie mineło juz pół soboty a ja zrobiłam az dwa rysunki, i zaden z nich nie był czescia animacji. w miedzyczasie nagrałam prawie wszytskie głosy, i jesli chodzi o aktorów to jest ok, moze tylko Willa bym zmieniła, ale lepszej alternatywy nie mam, gorzej  z jakoscią nagrań, ale tym sie bede martwic w przyszłym tygodniu. moze cos sie da zrobic. nie ma to jak robienie profesjonalnego filmu przy uzyciu absolutnie nieprofesjonalnych środków.

zjadl mnie tez stres i inne strachy, dziwne strachy. dziwne ze nie opuszcza mnie ta niewygodna niepewnosc jutra, chociaz wiem ze nie ma rzeczy z ktorymi sobie nie poradze. wiec nie wiem czego sie naprawde boję. nie moge sie pozbyc takiego kretynskiego uczucia ze ucieka mi cos bardzo bardzo waznego. to nawet nie samo zadagnienie, co moja jego nieswiadomosc jest niewygodna.

nie ma to jak martwic sie czyms o czym sie nie wie... wiec staram sie o tym nie myslec, pomimo ze to ciagle do mnie wraca.

mgła gęstnieje pomiedzy kamenicami starego miasta Edynburg. czuje ze musze wrocic do mojego cream soda nałogu, a miałam juz nie pic tego gówna. ale czwarta kawa w przeciagu tych niecalych trzech godzin nie byłaby najlepszym pomyslem.

ok, ready steady go, make it wonderful.
Hazel. skomentuj (0)