many happy returns 2012-01-08 13:55:21

Be strong. So much stronger than this, stronger than yesterday. Be strong, don't complain, get on with anything that's in your way. Nothing will ever break you.
This was kind of positive. It does lift me up, seeing every day as a challenge to get stronger. But then, I've got so much, and I came such a long way; at some point this endless fight doesn't seem to make any sense anymore. There's a damning question of why and where am I going?
I'm living a ridiculous life, that could be considered successful. I think it's ridiculous, but never mind that. I could say that the world's kind to me, but then - I don't feel any gratitude. I know too well how much it cost me to fight for anything I get, and once I get it, I know I don't own it to anyone but myself. Rolling like that I'll never make a single connection in this world.
And yet, I do, and maybe that's just enough. Should I simply accept things, how they, as I put it, roll?


To zdjecie nie ma nic z niczym wspolnego. Znalazlam je na kompterze szukajac czegos innego, nie mialam pojecia ze w ogole je jeszcze mialam. Data kamery mowi ze ma ono 10 lat, calkiem vintage juz. Zrobione przez Siri, pamietam ze obie bylysmy wtedy na tej plazy i ze podobalo mi sie to zdjecie, chociaz nikt inny nie wyrazil specjalnego entuzjazum. Ciagle mi sie podoba, jego prostota, dziwnosc, spokoj. I Zakazany Las w tle.

Wybaczcie ohydna angielszczyzne. Smutnym faktem jest ze ohydna angielszczyzna to praktycznie moj pierwszy jezyk, bo na poprawna polszczyzne musze sie powysilac intelentualnie. A nie chce tez sama siebie tlumaczyc, zpisuje moje mysli jak ida, bez translacji.

Ciagle chora. Od 30go grudnia ciagle chora i jak sie niby wykuruje to znow sie rozkladam. Rozkladam sie tak ciagle, ze coraz powazniej kontempluje zakonczene kariery barmanskiej. To ma swoje plusy, jest ciekawie, jest zabawa, ale czasem za duzo zdrowia mnie to hobby kosztuje. Tylko co wtedy zrobi Mr Hyde, jak nie bedzie mogl sie w barze wyszalec? Dr Jekyll's thinking that throguh, wrapped up in her dressing gown, reading some Penguin, warming herself with a hot water bottle and earl grey, with some opera playing in the background. Dr Jekyll's really concerned about her little bubble's safety.

skomentuj (2)

falling down, falling down, my fair lady. 2011-11-26 11:39:54

jak sie pieprzy to sie pieprzy. Bedac prawie u celu naprawienia telefonu, w miedzyczasie przestal dzialac piekarnik i ladowarka do komputera, i oficjalnie potrwiedzialm ze ktos mi kradnie listy. A to mnie wkurzylo najbardziej i nie rozumie dlaczego kokolwiek by cos takiego robil. Po co komus
a) dlugi list z Polski, po polsku?
b) kontrak z Niemieckiej telewizji na pokazanie mojego filmu
c) stary i zupelnie niepopularny film ktory zamowilam na DVD online tylko dlatego ze jest tak stary i niepopularny ze nigdzie indziej nie moglam go znalesc.
Oraz nie wiadomo co jeszcze, co ktos mogl do mnie wyslac przez te pol roku. Wiem ze nawet jeden czek byl wyslany, ale jak nie doszedl to kazalam nadawcy go anulowac. Ale mnie roznos bezsilosc wobec tej sprawy. Zaraz ide, zapukam we wszytskie drzwi na klatce i rozpoczne rozeznanie. Potem zloze skarge na poczte, ze listonoszowi sie nie chce na trzecie pierto wchodzic i zostawia listy przy glownych drzwiach. I do cholernej rady miasta ktorej zaplacilam potadek rok w wyprzedzeniu, mogli by tych bezdomnych z przed mojego domu sprzatnac, bo cholera go wie czy oni tez nie maja jakiegos zwiazku z historia. W sumie rzeczy - niebo i ziemia beda poruszone.

No i jak juz wsponnialam - ladowarka do komputera z niewiadomego podowu przestala dzialac (nic sie na nia nie rozlalo, kable sa cale), wiec mam jeszcze bardziej ograniczony dostep do komputera. Najpierw bez internetu, teraz jeszcze bez proadu. I mimo ze ciagle mam w planach sie za to zabrac, to pewnie na swietego dygdy bede miec czas. W zwiazku z tym - straszne rzeczy sie dzieja, siedze i czytam ksiazki wieczorami, bo nic innego nie mam do roboty. Ludzie w pracy sie smieja ze w moim mieszkaniu rozwoj cywilizacji sie cofa.

skomentuj (0)

/ 2011-11-13 16:20:55


*
Edynburgh jest jednak o wiele przyjemniejszy.

skomentuj (0)

remember remember the fifth of November 2011-11-05 12:27:20



*
*
*


Obejrzalam "droge do eldorado". Wlasciwie znam ten film na pamiec: dziesiatki razy kultowo ogladalysmy go z Siri. Prawie sie poryczalam na koncowce. Milo jest przypomniec sobie co jest tak wlasciwie tak fajnego w byciu animatorem 2D. Pamietam ze na tym filmie po raz piewszy zrwocilam uwage na napisy, i wyczytalam ze kazda postac miala kilkunastu animatorow pracujacych tylko nad nia. I w ogole wczytalam sie w te napisy, probujac sobie wyobrazic jak moze wygladac produkcja takiego filmu, jak animatorzy pracuja (wtedy jeszcze przekonana ze w dniu dzisiejszym bede magistrem jakiejs tam dziedziny chemii).

Mam dobrze u Disneya tyle ze daja mi duzo swobody, jak na Disneya. Moglo byc o wiele gorzej. Ale ogolny styl animacji to nie to co "Droga do Eldorado". Hezi chce troche to popchnac do "Drogi", ale jej nie wychodzi na  szybko, i rezyser mi kaze przestac sie wyglupiac. O ile nie pokaze mu skonczonego, wypolerowanego ujecia na poziomie, to sie na to nie zgodzi. A na polerowanie nie mam czasu, i kolko sie zamyka.

A po godzinach, tak jakby 9 godzin rysowania w pracy, jeszcze rysuje w wolnym czasie. Living on the edge. Ale sie kreci: ponoc jestem nominowana do British Animation Awards. Nie oczekuje wygrania niczego, samo dostanie sie to wielkie wyroznienie dla smarkacza jak ja. Szczegolnie ze BAA maja dla mnie specjalne znaczenie sentymentalne. Moge sie rozkleic jak o tym za duzo pomysle.

skomentuj (0)

edinburgh chronicles 2011-10-08 12:54:18



Rano znow do pracy, jak cala masa ludzi, dobrze ze przynajmniej w przeciwnym kierunku: ja jade z centrum, nie do centrum. Herbata, kawa, uwazaj na brytyjska kurtuazje, biurko. I sobie rysuje. Czasem wtedy przypominaja mi sie czasy liceum, gdy "sobie rysowanie" bylo takim tam wypelnaniem czasu na nudnej lekcji, i nigdy nie myslalabym ze bede kilka lat pozniej tak sobie rysowac i jeszcze mi za to beda placic. Dziwny jest ten swiat.

(oczywiscie rysowane to nie cala radosc mojej pracy, pomimo oficjalnego statusu)


Przebrnawszy przez Jeremego Brett'a, koncze wlasnie "Barchester chronicles", w ktorych Alan Rickman nie ma ani jednej zamarszczki (36 lat?). Nie wiem czy to dobrze. Alan Rickman ma zdecydowanie creepy smile...
/

skomentuj (0)

8890 2011-10-02 16:19:51

centrum miasta wyprane z kolorow i wciaz martwe o 11.30 na drodze do baru. Jakby ludzie nie byli tam mile widzeni.
A w tygodniu, widoki na drodze do pracy rano, oh jakam ja business woman siem stala.
Praca jest jednoczesnie swietna, i momentami cholernie stresujaca. Polityki w ktore jestem wplatywana chociaz specjalnie sie nie pcham, oj... Ale mam na czynsz, wiec nie ma na co narzekac. I nie mam problemow z kupowaniem drinkow ktore chce kupic, nie tych ktore sa najtansze - to jest wlasciwie glowna roznica w moim standardzie zycia od kiedy pracuje.
W weekendy praca za barem, wiec w sumie nie mam dnia wolnego, ale co ja robie za tym barem - bloga pisze.

Naprawde ostatnio nie mam nic ciekawego do napisania, swiadomosc ta kuje znow, wiec moze powinnam skonczyc.

Obejrzalam wszytskie cztery sezony Sherlocka Holmesa z Jeremim Brett'em - pierwsze kilka odcinkow jest tak zenujace ze wstyd odlagac, ale potem sie rozkreca. Watson jest nie fajny, ale Lestrade i Holmes sa kapitalni. Jakies filmy do polecenia? Bo nudzi mi sie...

skomentuj (1)

Ksiêga Go¶ci