dobranoc

7 stycznia 2018

przeniosłam tego bloga w inne miejsce żeby moja córka mogła go kiedyś przeczytać i nie czuć się zbyt źle ze swoimi gafami bo jej mama była tak pojebana że gorzej być nie może. Sama też zerknęłam na kilka starych i nowych notek i mnie zażenowanie zjadło wiec nie mówmy o tym więcej ;)

Ciekawy to paradoks: tak rzetelnie udokumentowane świadectwo etapu mojego życia tak pełnego pozerstwa i głupoty.

Anyway, jak ktoś chce nowy adres to dajcie mi znać w jakim tam sposób chcecie na fejsie czy na twitterze, tumblerze, skajpie, ale się nie obrażę jak nikt go nie chce, mogę go zostawić w otchłani intetnetów jak zakopany piracki skarb (chociaż znalezienie go nie jest zbyt trudne, nie będzie żadnych nagród jak sami go znajdziecie). A sądząc po mojej aktywności tutaj w ostatnich latach nikt za wiele nie straci tracąc moje szalenie inteligentne i artystyczne notki.

Cały okres świąteczny spędziłam pracując po nocach i prawie skończyłam. Teraz spojrzałam na mój ostatni nie skończony film (nawet tu było parę gifow z niego na jesieni 2016, taki ludzik sobie siedzi) który musiałam rzucić prawie rok temu na rzecz płatnej pracy i.. kurcze, niezły jest. Kurcze muszę go skończyć. Szczególnie ze w międzyczasie podlizałam się szychom z lokalnego festiwalu wiec może się na niego chamsko wcisnę :P

btw, jest trailer filmu nad którego produkcja pracowałam w tym roku. Nawet w trailerze jest jeden z moich szotów, ten jak samochód szorują na 0:33, chociaż oficjalnie nie byłam animatorem to kilkanaście ujęć zrobiłam na boku:



plus gif z mojej ostatnie roboty bo wiem ze Bardzo Was To Interesuje:

tony

 

no to tyle, dobranoc, blog.pl

znowu zapierdol

26 grudnia 2017

wiecznie zapierdol, kiedy w końcu będzie spokój i sobie usiądę i porobię na szydełku – może po siedemdziesiątce? Mam tyle nudnej roboty i tak mi się bardzo nie chce, tak bezsensownie patrze na fejsa chociaż nic tam nie ma, tak nieodpowiedzialnie bo będę w dupie ciemnej jak się nie wezmę w garść. A w innym temacie, bo trzeba innego tematu by nie rozwodzić się nad prokrastynacją, kiedyś cała moja energia życiowa która charakteryzowała poprzednie lata pochodziła z niezadowolenia – cała ta siła która pchała do nie wiadomo jakich wyczynów, siedzenia po nocach robienia “sztuki” jakiejś brała się ze strachu i nieszczęścia które trzeba było gdzieś wykrzyczeć, gdzieś być słyszanym. Z tym horrorem nie dało się spać za dobrze i tak.

Ale niestety od kilku lat jestem zajebiście szczęśliwa, i nie mam ochoty krzyczeć o niczym ani siedzieć po nocach i wyrażać sztuki. Nie potrzebuje niczego kończyć, niczego publikować, niczego nikomu udowadniać nie potrzebuje dla nikogo istnieć, i tak – mam zero motywacji. Podobno teraz muszę się jakoś nauczyć czerpać motywacje z innych źródeł, bo łepetyna leży ułogiem, zacznie gnić i się rozkładać, a to boli.

Pomimo ze jak widzicie jest to trudna sytuacja, podobnej radości życia z życia Wam życzę w nowym roku w którym jak widać blog ten przestanie istnieć.

koniec?

7 grudnia 2017

Screen Shot 2017-12-07 at 21.06.16

ojej, koniec to? A ja myślałam ze będę mieć tego bloga do usranej śmieci – że na emeryturze sobie go przeczytam. Prawda to, czy ściema, nie wiem, ale skłoniło mnie do 10 minut refleksji co do tego jak inny był świat gdy ten blog zakładałam. Internet był inny – tylko w komputerze, i taki malutki, raczkując, zanim jeszcze nawet pojawiły się pierwsze dzieci neostrady i cała ta internetowa kultura.

Oj blog.pl, a kiedyś to była fajna rzecz. Te wszystkie layouty które tutaj tworzyłam, ile się człowiek o htmlu nauczył przy tym.
Podczas wyjazdów na wakacje szukałam w większych miastach kafejki internetowej, wklepywałam mój blog i patrzyłam co kto skomentował – to sie teraz wydaje takie nierealne.

Jak byłam w podstawówce Czarodzieja z Księżyca leciała w telewizji o 8 rano, ale miałam na 8 do szkoły, i nie dało rady obejrzeć. Ale sprytna Ania technologie ogarnia, przystawiłam magnetofon do telewizora i nagrywałam na kasetę dźwięk. Sam się wyłączył jak doleciało do końca taśmy. Po powrocie ze szkoły przesłuchiwałam te taśmy żeby przynajmniej z dźwięku wyobrazić sobie o czym był odcinek “Czarodziejki” – o takich cudach jak VHS nie było mowy.

Dzisiaj streamuje anime cieple jeszcze z Japonii w kilka godzin po emisji w HD.

Tak mniej więcej różnił się polski internet małych miasteczek w czasach zakładania tego bloga od teraz. Ha. Lub raczej – lol.

No ale kończył się ten blog.pl, od kiedy go onet przeją to był już bez sensu i tak. Niech spoczywa w pokoju, relikt dawnej epoki.

pair o’ducks

31 października 2017

Ktoś uważa ze mój blog to pierdolenie, no kolego amerykę odkrywasz tutaj xD

nie zawiodę i oto więcej pierdolenia:

 

Dużo niepotrzebnych głupot mi się w życiu wydawało, aż się okazało że i tak wszyscy umrzemy.
Wydawało mi się miedzy innymi że jestem na przykład taka, a nie taka; że to jestem ja, a to jest co innego; taka chce być, a taka nie chce, i przez moje niechcenie samo w sobie nie jestem. Chciałam analizować i doszukiwać się co jest we mnie moje – moje prawdziwie, a co jest narzucone z zewnątrz i jedyny wniosek jaki wyciągnęłam a którego nie mogę podważyć to że nie ma to nic najmniejszego znaczenia jeśli tylko jest mi z tym dobrze.

Czasami się oszukuje: wydaje mi się że nie jest mi z czymś dobrze, bo w mojej głowie nie pasuje to do idealnego obrazu samej siebie, wiec powinnam się czuć z tym źle. Szlachetny ten ideał do którego niby szczytnie dążyć odbiera mi prawo radości z bycia nieidealną. To jest posrane, ale chyba takie już to życie jest – trzeba zachowywać równowagę pomiędzy stanem faktycznym a wyidealizowanym, bo oba są jednak potrzebne, choć się nawzajem wykluczają.

Jak pięknymi jesteśmy istotami że potrafimy taki paradoks trzymać i brnąć przez życie.

Poza tym tyle interesujących pomysłów kisze we łbie, jaka szkoda że nic się nie przelewa na papier ostatnio.

bedziem bezpieczni

3 września 2017

Screen Shot 2017-09-03 at 02.46.27

 

czy Wasze rodziny tez Wam takie kwiatki na fejsie sadzą?

czy ludzie potrzebują być rozumianymi?

2 września 2017

Po raz kolejny ktoś chce mnie zrozumieć, i po raz kolejny ja nie wiem po kiego kija mi dupę zawraca.

Ok, w samym koncepcie chęci zrozumienia nic nie widzę złego, ale jeśli jest to wykonywane z standardowa wąskim światopoglądem mierząc ludzi własną miarą to nie wiem po co czas marnować i sobie i innym. A o przypadki nie wpadające w te kategorie ciężko.

Mam ludzi którzy mnie rozumieją, i chyba udało się to im bez specjalnego trudu, oraz większość ludzi która mnie nie rozumie i ten fakt mi zwisa. Aż znajdzie się jakaś matka teresa kora chce mnie zrozumieć na siłę, czyli wpisać moje wartości w swoje własne i udawać że ta powstała ponoć nić „zrozumienia” czyni nas szczęśliwszymi. Jak ktoś ma takie hobby, spoko, niech ma, ale niech może próbuje zrozumieć kogoś innego, bardziej chętnego, bo skoro nie jest w stanie zrozumieć że pragnę by się odwalił, to jakie ma szanse na zrozumienie czegoś głębszego?

Chyba że to ja nie rozumiem mojej zduszonej chęci bycia zrozumianą. Taki cry for help tak mocno zakodowany że nawet sama nie zdaje sobie z niego sprawy.

 

Lub jestem po prostu gburem, dzikusem i chamem, z czym trudno mi polemizować.

¯\_(ツ)_/¯

29 lipca 2017

Wiem że już o tym pisałam, ale ciągle mnie to fascynuje:
Czy ja jestem za stara na swój wiek, czy statystyczna historia przeglądarki animatora za bardzo robi google w konia? Mam ciągle wrażenie że dostaje reklamy adresowane do nastolatków o rzeczach które średnio interesowały mnie nawet w wieku nastoletnim a teraz to już w ogóle. Teraz czuje się z nimi super staro, bo moja reakcja to coś pomiędzy zdziwieniem i rozczarowaniem że kogoś mogą takie głupoty obchodzić i przypomina mi się fakt że dostałam pierwszy telefon komórkowy na osiemnastkę i połowa mojej klasy jeszcze ich wtedy nie miała (chociaż istotnie moje liceum było na zaścianku zaścianków). Nie przeszkadza mi czucie się staro, ale zastanawia mnie jakim cudem te ponoć mistrzowsko wyrafinowane systemy według których internety wiedzą o mnie niby więcej niż ja sama pudłują aż tak fatalnie.

A może istotnie wiedzą o mnie więcej i powinnam przejmować się jak zorganizować moje szkolne wakacje?

Jakie reklamy dostają “dorośli”?

o jesu

16 lipca 2017

Blogowi.pl znowu brakuje moich wpisów, a ja niestety nawaliłam sobie tyle roboty w to lato że poważnie mam wątpliwości czy to jest fizycznie możliwe do wykonania. Aż sobie zorganizowałam kolegę na którego zrzucę trochę roboty jak się nie wyrobie – tak krytycznie to wygląda. Zobaczymy się pod koniec września, jeśli przeżyję ten maraton.

fajowsko się toczy

13 maja 2017

Kilka domów dalej ktoś coś lutuje, czy piłuje, czy kosi – kto go wie. Przeciągły, powłóczysty dźwięk maszyny oraz niemal śpiewny pogłos który mu towarzyszy gdy odbija się on pomiędzy domami brzmią jak jakiś utwór Jacaszka (tu zero sarkazmu, kocham Jacaszka). Siedzę i słucham tej maszyny jak koncertu muzyki nowoczesnej w plenerze. Pojebało mnie, ale to już dawno ustaliliśmy.

Weekendy są zdecydowanie za krótkie, pracuje sobie w studio od miesiąca dopiero a już mi się tęskni za freelancowaniem tak bardzo. Tym bardziej że moja praca to póki co w większości szafowanie i digitalowe papierkomanie, i pewnie w dużej mierze tak zostanie – tak było ostatnim razem. Co nie jest takie złe samo w sobie: robienie czegoś zbyt kreatywnego jest tak niebezpieczne w tych warunkach, na każdym kroku się człowiek czuje oceniany nawet jeśli nie jest – paranoja robi swoje. A mnie nikt nie może oceniać bo hej: założyłam 127 folderów, przejrzałam 43 kilpy czy nie ma bugów techniczny, zrenderowalam 43, każdy potem obejrzę jeszcze żeby sprawdzić czy render poprawny, odfiszkowuje to w tabelce, ile sekund, ile obrazków, która godzina itd, po raz kolejny przypominam moim dzieciom (tj. podopiecznym, jak to się nazywa? Podwładny? Jakoś to za feudalnie brzmi. Ludziom pod moim nadzorem) żeby nie robiły tego czy tamtego w projekcie, one potem do mnie przychodzą że coś w projekcie nie działa, i pytam “a przypadkiem nie zrobiliście tego czy tamtego?” “osz kurcze, tak, sorry” “osz kurcze nie ma sprawy”. I tak fajowsko się dzień toczy. Bez sensu trochę, ale do przodu.

Poza tym coraz mocniej przekonuje się w twierdzeniu że do kreatywnej produkcji to ja się kompletnie nie nadaje, bo kreatywnie za nic w świecie nie pójdę na komrpmisy. Ma być po mojemu, albo po czyjemuś kogo styl mi się podoba, i inaczej nie będzie. O ile freelancowo to tak można, to w studio za o za dużo takich kompromisów się zahacza. Kompromisy techniczne, posrane struktury folderów które może mi nie koniecznie pasują, formaty plików bez sensu bo komuś się tak zachciało – ok, to mogę zrobić, ale rysować coś co mi osobiście nie podchodzi to nie dla mnie. Ale spoko – nie wszystko musi być dla mnie, wybieram sobie co chce i co mi się przyda, biorę kasę i uciekam.

Trochę mi szkoda jak patrze na nasz teraźniejszy projekt – ekranizacje serii książek dla dzieci, bo styl ilustracji z książek jest tak luźny i spontaniczny, a to co się tu dzieje z dnia na dzień coraz mocniej zakleszcza się w stare animacyjne zasady i struktury. Nie trzeba mi tłumaczyć dlaczego designu ilustracji z książki nie da się bez kompromisów przełożyć na animacje, ale ciągle mi szkoda jak bardzo daleko te kompromisy odciągają końcowy produkt od prototypu stylu z ilustracji.

Czasem wydaje mi się że o ile faktycznie – zasady rządzące jedną i drugą dziedzina są bardzo różne i tego się nie obejdzie zupełnie, to duży – za duży – wpływ na ten proces ma także fakt że zbyt wielu animatorów/reżyserów nie ma na tyle odwagi żeby wyjść zbyt daleko za utarte modele. Lub oczywiście – wyjście poza nie to ryzyko, a ryzyko trudniej sprzedać inwestorom, wiec może nie brak im odwagi o tyle, o ile umiejętności sprzedania odważnej wizji.

Nie że ja to umiem lepiej, ale przykre to – pracować przy kolejnej “ok” produkcji która zapewne będzie rzecz jasna na poziomie, ale tylko tyle. Tylko na poziomie.

tagi:

wspaniała polskość

8 kwietnia 2017

Czym właściwie jest ta wspaniała polskość której każde parę tysięcy uchodźców bez grosza przy duszy których nawet nikt nie widział na oczy tak diametralnie zagraża? No czym? Na prawdę nie wiem. Nie mieszkam w Polsce od 10 lat, i 10 lat multikulti jakoś tej mojej polskości nie zepsuło. Tyle że mówiąc polskość ja mam na myśli reprezentowanie dorobku kulturalno-artystycznego, czyli chyba coś innego.
Nie wiem co.

Umiejętność picia wódki i lepienia pierogów? Czymże jest ta polskość którą zatracamy? Przez niedobre inicjatywy unijne Niemiec pluje nam w twarz i odbiera starodawne słowiańskie prawo do bycia seksistowskimi chamami? To dlatego że ktoś sobie meczet postawił w katolickich kościołach pustoszeje a dzieci przyszłość narodu wspanialej polskiej historii i sztuki nie poznają? To przez nadmiar uchodźców tak prawilnych Polaków jak sam Korwin-Mikke nagle olśniewa i zdają sobie sprawę że Maria Skłodowska to tylko podłogi w laboratorium myła bo to baba przecież? Nie wspominając już o starodawnej sztuce kiszenia kapusty – kto dzisiaj umie kisić kapustę? Wszystko to zgniłe lewactwo kupuje niemieckie kapusty z supermarketów.

Ja po prostu nie rozumiem, za lewacka na to jestem. Mnie uczono że Jan Zamoyski zakładając w 1580 piękne moje miasto Zamość specjalnie zadbał o to by adekwatny procent kamienic wokół Rynku Wielkiego został przydzielony różnym mniejszościom religijnym i narodowym, bo to dobry biznes był. Pozwolił im zbudować sobie miejsca kultu religijnego. Tak to Zamość – położony na jednym z wówczas głównych szlaków handlowych – kwitł i bogacił się. Zapewne kosztem polskości.

Wydawało mi się że to nie była wcale taka oryginalna postawa, Polska miała być niby tym krajem bez stosów, takim tolerancyjnym itp? Nie wiem, jak byłam w liceum, a to dawno było, to podręczniki zdawały się sugerować że to były pozytywne rzeczy. Wydawało mi się że słyszałam historie o bohaterskich Polaka którzy ryzykując życie ukrywali Żydów podczas wojny. Nie o bohaterskich Polakach którzy na Żydów donosili.

Ale teraz w perspektywie widzę że to może dlatego że moja edukacja miała miejsce w mieście Jan Zamoyskiego (1542–1605), który był ewidentnie lewacką kurwą, taki renesansowy Tusk, lizał dupę muzułmanom i Niemcom też, i wszystkim innym, tylko dla kasy. FAKE NEWS.

Co ja tam wiem o Polsce, rysuje kreskówki za kasę – co ja mogę wiedzieć o prawdziwym życiu prawdziwych ludzi?

ludzki sentyment

4 kwietnia 2017

Ziuuum, dostałam mejla. Zazwyczaj moja pierwsza reakcja na mejla nie jest najlepsza, bo to znaczy że albo spam, albo ktoś czegoś chce, a mi się nie chce im tego dać bo jestem zajęta leżeniem do góry brzuchem i patrzeniem się w chmury. Ale to jest jeden z tych dni gdy Miłość Mego Życia jest w pracy poza domem wiec możliwe że to email o głupawej treści “co będzie na obiad?” i bardzo chce głupawo na to odpisać bo potrzebuje pocieszenia i iluzji kontaktu.. Ale to tylko podrobiony rachunek z iTunes, nie mam nawet konta na iTunes połączonego z tym adresem email. Zerkam co mi tam ten spam mówi że niby kupiłam, i wywalam.

 
Czasem za dużo koncentruje się na definiowaniu co jest nieosiągalne, zamiast zajmować się osiągalnym.

Czasem przez kilka godzin kiszę jakieś emocje zanim je wypuszczę na wolność, czasem trzymam je jak trofea przez cały dzień. Nawet ból – obserwuje jak pająka zamkniętego pod szklanką, przeciągam naszą wspólną agonie w której się obje znaleźliśmy często bez żadnego powodu. Czasem zanim ruszę się dalej bawię się w ten ułomny, ludzki sentyment. Fajnie być człowiekiem.

Fejsbuk mi się zepsuł?

30 marca 2017

Od paru dni pokazuje mi reklamy dla “Anglii” (po polsku), a przecież wie skubaniec na pewno że nie byłam nawet w Anglii od nie wiadomo ilu lat nawet przejzadem. Co prawa na reklamie jest Union Jack a nie krzyż świętego Jerzego, wiec może to po prostu te typy co nie ogarniają że Wielka Brytania i Anglia to nie synonimy. Niemniej, jak ktoś nie jest w stanie oganać podstawowej geografii to raczej nie bardzo chce mi się korzystać z jakich tam by usług mieli dostarczać, a szkoda – na pewno dużo ich kosztowało wykupienie czasu reklamowego na fejsie.

Kochane misiaczki, ogarniajcie czy waszym banerom przypadkiem siano nie wyłazi z butów zanim zaczniecie nimi odstraszać klientów, a już szczególnie w dobie brexitów i indyrefów2 gdy coś takiego to dla wielu dumnych szkotów istna zniewaga.
Nie no spoko, wiem że nie każdy musi się znać na geografii każdego kraju świata, ja też mam problem z ustaleniem czy Białoruś to jeszcze część Związku Radzieckiego, prowincja Rosyjska czy może niepodległy kraj. Ale jak już chcesz robić w tym kraju biznes, to chyba by wypadało się dowiedzieć.

praca? Oj

25 marca 2017

Co jest gorsze: brak klientów czy ściganie klientów którzy gdy przychodzi czas zapłaty nagle nie odbierają telefonów i szukaj ich nie wiadomo gdzie? Ech. Zazwyczaj mnie to nie rusza, ale potrzebuje żeby mi zapłacili przed końcem marca bo będę w dupie czarnej, wiec nie doceniam tej zabawy w chowanego.
Wiem ze kasę ściągnę w końcu na pewno, czym bardziej się będą migać tym więcej się naliczy, ale to jednak niepoważne zachowanie i serio nie rozumiem co takim typem ludzi kieruje.
Ok, to tyle z mojego marudzenia na ten temat, dziękuję za uwagę.

Poza tym ktoś mnie bardzo kocha, bo dostałam właśnie posadę jako supervisor w robieniu czegoś czego nigdy w życiu nie robiłam (ok, w mojej branży, ale jednak) w programie którego w życiu nie widziałam na oczy. Lol. Mam nadzieje że ludzie których szefem będą są ogarnięci bo mam aż jeden dzień na zapoznanie się z tym co mam robić. A prace mi dali i tak, nawet bez rozmowy kwalifikacyjnej, bo pani szefowa mnie zna i lubi, piła ze mną i piekłam jej ciastka na poprzedniej produkcji. Ok, być może jest też nie wiem.. dobrym supervisorem jak pies do zaganiania owiec, bo istotnie mój ostatni dział wykonywał najnudniejsze zajęcie w całej produkcji a śmieszki heheszki i morale mieliśmy najwyższe, ale nie wiem czy to do końca moja zasługa. Albo ta cała robota ma jakiś haczyk o którym jeszcze nie wiem i pakuje się w głęboką kupę (bardzo możliwe, będę się rozglądać za haczykiem). W najgorszym wypadku biorę kasę i uciekam.

Trochę szkoda ze trzeba pracować w studio, a tu niby wiosna, niby lato, człowiek by się chciał wylegiwać nad morzem (Północnym. Po latach się można przyzwyczaić, nie wydaje się już tak cholernie zimne jak za pierwszym razem). Freelancowanie jest fajniejsze bo można robić po nocach a za dnia się pałętać po kawiarniach i parkach jak szlachta, a tak – znowu z plebsem będę się musiała ściskać w porannym autobusie do roboty.

Nie ma lekko, nawet tak zajebistym ludziom jak ja ╮(╯∀╰)╭

dora

23 lutego 2017

 

zmeczona jestem, spac mi sie chce, wtsaiwe wam slodkiego gifa z kawalka z pracy i tyle. To nie miala byc Dora tylko sliczne dziecko.. ale wyszla mi Dora. Zycie jest piekne, byle do wiosny.

gal

święty sakrament

10 stycznia 2017

W ostatnich paru miesiącach moje wszystkie oba rodzeństwa dostąpiły świętego sakramentu małżeństwa. A do tego jeszcze obejrzałam Yuri on Ice (jak nikogo nie było w domu bo prawdę mówiąc to trochę wstyd, polecam tylko do polowy potem się psuje bardzo, ale na szczęście krótkie było) z tymi ich pięknymi błyszczącymi obrączkami. No pięknie to wygląda, pięknie, aż się zastanowiłam czy to może ma sens. Małżeństwo zawsze wydawało mi się bez sensu, jedyny powód do zawierania go który widzę to prawny, jakby ktoś chciał jakieś obywatelstwo dostać, czy bardziej opłaca się im rozliczać podatki razem, takie sprawy – to nie kontrakt pomiędzy dwojgiem ludzi, tylko kontrakt pomiędzy dogiem ludzi a państwem. Nic sentymentalnego.

No ale na tym lodzie tak pięknie obrączkami świecili, takie spełnienie im to dało (chociaż scenariusz był tak z tyłka na tym etapie wyjęty że szkoda słów), że aż zastanawiałam czy chce się ślubić może też będziemy mieć fajne błyskotki.

Ale pojawiło się pytanie którego ominąć nie umiem: na chuja?
Może znacie ten argument: Bóg tak umiłował człowieka że stworzył piekło na wszelki wypadek gdyby człowiek go nie miłował równie bardzo. A jeszcze pieprzne autorytetem literackim Andrzejem Sapkowskim: “Z traktatami jest jak z małżeństwem: nie zawiera się ich z myślą o zdradzie, a gdy się zawarło, nie podejrzewa się.” No niestety to jest posrane. Traktatów nie zwiera się z kimś kogo się kocha i ufa bezgranicznie. A jeśli nie kochasz i nie ufasz drugiej osobie bezgraniczne to dlaczego chcesz brać z nimi ślub? Chodzi mi o ten paradoks: jeśli istotnie łączy cie z kimś prawdziwa miłość, to nie potrzebujesz traktatu, umowy, przysięgi przez żadnym bogiem. Potrzebujesz jej tylko wtedy, gdy masz jakieś wątpliwości, wiec kochasz na mniej niż 100%.

Małżeństwo bardzo dobrze działało jako polisa na przyszłość w czasach gdy się je zawierało w wieku nastoletnim i często jeszcze z partnerem wybranym przez rodzinę którego się raz na oczy widziało – wtedy to istotnie bardziej jak traktat polityczny. Ale w dzisiejszych czasach? Serio..?

Dla mnie osobiście, gdyby mi się moje bożyszcze oświadczyło, to jakby powiedziało: “kocham cie tak bardzo że potrzebuje żebyś podpisała tutaj, żebyś była oficjalnie moją własnością a ja twoją i żeby się upewnić że będę cie mógł pozwać jakby co, oraz że pójdziesz do piekła jak ci się znudzę”. To akurat jest pięknym zanegowaniem jakiejkolwiek miłości. Jasne że wiele osób, młodych, chociaż nie tylko, nie zna siebie na tyle dobrze żeby wiedzieć czym jest miłość, i jak w ogóle kochać i być może (miejmy nadzieje) do tego dorośnie z czasem. Tylko że poleganie na przysiedzę przed bogiem i papierkiem w urzędzie to wygodna sztuczka która raczej nie motywuje do głębszego poznania siebie. Szczególnie w religii gdzie cierpienie dla samego cierpienia to wspaniała cnota, a jakby się jednak czegoś o sobie nauczyło w trakcie i zechciało zmienić zdanie to kurcze piekło czeka, wiec lepiej nie kombinować.

Ok, nie uważam że wszystkie pobrane pary zaprzestają rozwoju, oraz jest wiele dobrych (często logistycznych) powodów do zawierania małżeństwa.

Ja tam osobiście wolałabym żeby ktoś był ze mną aż śmierć nas nie rozłączy tylko i wyłącznie z miłości, żeby z wiedzą że każdego dnia może odejść bez żadnych konsekwencji ciągle każdego dnia na nowo decydował się trwać. A w momencie gdy przestaniemy się kochać, odejść i tyle, nie odstawiać szopek i nie ranić się bez sensu. Ale ja jestem pojebana, wiem. Za bardzo szczęśliwa.

błąd

13 grudnia 2016

Czasem czuje złość, i to chyba moje najbardziej interesujące uczucie, bo nie wiem do końca skąd pochodzi. Chyba najtrafniej jestem zła na siebie że widzę zbyt daleko, ale może nie wystarczająco daleko. Mimo że błoga nieświadomość mnie obrzydza, przeklinam ją zazdrośnie. Czy to jest skutek uboczny ciągle posiadania jakiegoś ego?

Czuje złość co do sytuacji w jakiej znajduje się pewna osoba którą los mi każe wspierać na drodze którą uważam za absurdalną pomyłkę. Nie wiem, w przeszłości ktoś powiedziałby mi żeby nie być hipokrytą, ale to nie moje życie, to nie mój kardynalny błąd (z resztą komu to oceniać co jest?), na kij jej jeszcze więcej zmartwień. Nikogo nie nawrócę.

Ludzie nie są zbyt mądrzy. Ale co mnie złości, to ze o ile jednostkom, szczególnie młodym, mogę to wybaczyć, to że społeczeństwo jako całość, osoby starsze które powinny wiedzieć lepiej, często wiedza tyle samo jak i mniej – to jest prawdziwa katastrofa. Mamy ponoć jakieś rozumy, dusze, dary ducha świętego, czy jak tam by tego nie nazwać, czemu w kółko, generacja za generacją, popełniamy te same błędy, potem udajemy że to nie były błędy bo nam głupio się przyznać, i przekonywujemy młodszych żeby szli w nasze ślady?

Ale prawda, to ja popełniam błąd. To ja przywiązuję jakieś emocje – śladowe bo śladowe, ale na tyle silne by o tym napisać – do tych rzeczy i istot na które nie mam wpływu, które nie maja wpływu na mnie. To te pozostałości kłamstw którymi przez tyle lat jest się karmionym. Najwyraźniej nie umarłam jeszcze wystarczająco, jakiś kawałek tej chorej iluzji ciągle siedzi we mnie. To dobrze wiedzieć, żeby nie osiągać nirwany z rozwiązanymi sznurówkami. Nie boje się wiedzieć, przykrych rzeczy też nie.

Koty Władcy Internetów

3 grudnia 2016

mia

o tak.

tagi:

━━━━

6 listopada 2016

fear-03

tagi:

15 października 2016

f-2

tagi:

trst

1 października 2016

dawno nie wrzucałam przypadkowych skrawków animacji w stadiach szkicu, nie? Wiem że wszyscy je kochacie tak bardzo. Kawałeczek projektu nad czym będę pewnie pracować do końca października:

f30

nie wiem czy tu cokolwiek widać.

tagi:

  • RSS